Warsztat

Figury retoryczne w reklamie: językowe chwyty, które sprawiają, że tekst zostaje w głowie

Dwa zdania mówią dokładnie to samo. „Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje” i „Kto budzi się wcześnie, zyskuje więcej czasu”. Pierwsze znasz od dziecka, drugie czytasz pierwszy raz i za chwilę zapomnisz. Różnica nie siedzi w treści, tylko w formie, bo pierwsze się rymuje. Na tym polega cała rzecz z figurami retorycznymi w tekście reklamowym. To nie są ozdoby dla ozdoby, lecz narzędzia, które sprawiają, że ten sam komunikat wchodzi głębiej i zostaje dłużej.

Ten artykuł rozkłada te narzędzia na części. Nie o „talencie do słowa”, tylko o konkretnych chwytach, które mają nazwy, działają na znanych mechanizmach i dają się powtórzyć na własnym zleceniu. Większość z nich opisali językoznawcy na polskich przykładach, a kilka ma potwierdzenie w badaniach nad perswazją.

Figura to narzędzie, nie ozdoba

Zacznijmy od tego, czemu w ogóle służy taki chwyt. Marek Tokarz w pracy o argumentacji i perswazji odróżnia samą argumentację, czyli logiczne uzasadnianie tezy, od perswazji, którą definiuje znacznie szerzej jako każdą aktywność komunikacyjną, której świadomym celem jest zmiana postaw, przekonań albo zachowania odbiorcy (Tokarz, 2003, s. 14). Dodaje przy tym, że to właśnie z perswazją, a nie z suchą argumentacją, związana jest Arystotelesowska triada logos, ethos i pathos. Figura retoryczna pracuje głównie na dwóch ostatnich: buduje wrażenie (ethos) i uruchamia emocję (pathos), a robi to, obchodząc chłodną ocenę treści.

Tokarz porządkuje też, od czego zależy skutek perswazji. Zmienne dzieli na cztery grupy: cechy nadawcy, cechy odbiorcy, cechy samego komunikatu i cechy kontekstu przekazu (Tokarz, 2003, s. 14). Copywriter rzadko wpływa na trzy pierwsze. To, co naprawdę ma w rękach, to komunikat, czyli dobór i układ słów. Figury retoryczne są dokładnie tym, czym operuje się na tym poziomie.

Że to działa w skali rynku, nie tylko w teorii, widać w analizach języka kampanii. Putri Maharani i współautorzy, badając strategie językowe czołowych indonezyjskich platform e-commerce w pandemicznym 2021 roku, wiążą słabszy wzrost Lazady właśnie z niedostatecznym wykorzystaniem perswazyjnego języka w przekazie, podczas gdy Shopee i Tokopedia angażowały klientów skuteczniej (Maharani i in., 2024, s. 117). To obserwacja z jednego rynku i jednego roku, więc traktujmy ją jako sygnał, nie prawo. Kierunek jest jednak czytelny: sposób mówienia przekłada się na wynik.

Dlaczego rym działa, choć nie powinien

Wróćmy do porzekadła z początku. Matthew McGlone i Jessica Tofighbakhsh sprawdzili to eksperymentalnie, pokazując badanym nieznane aforyzmy w dwóch wersjach: rymowanej i równoważnej znaczeniowo, lecz bez rymu. Angielskie „Woes unite foes” (nieszczęścia jednoczą wrogów) rymuje się, a „Woes unite enemies” znaczy to samo i nie rymuje. Obie wersje badani uznawali za równie zrozumiałe, ale rymowaną oceniali jako bardziej prawdziwą. Autorzy nazwali to heurystyką Keatsa, od wersu „Beauty is truth, truth beauty”.

Mechanizm nosi nazwę płynności przetwarzania. Zdanie, które łatwo wpada w ucho, mózg przetwarza mniejszym wysiłkiem, a tę łatwość myli z trafnością. Rym, rytm i aliteracja to właśnie generatory takiej płynności. Dlatego „Mój stołek nie jest zbyt wysoki” nigdy nie zrobi tego, co robi rymowane hasło, nawet gdy niosą tę samą informację. Zastrzeżenie jest ważne i copywriter powinien je znać: rym podnosi wrażenie prawdziwości niezależnie od tego, czy treść jest mądra. To narzędzie, które równie dobrze uwiarygadnia celną myśl, jak i bzdurę. Używaj go świadomie, nie po to, żeby przemycić słaby argument.

Gra słów: jedno słowo, dwa znaczenia

Najbardziej widowiskowy chwyt to gra na wieloznaczności. Jego odmianą jest homonimia, czyli zderzenie dwóch słów albo dwóch znaczeń tego samego słowa. Katarzyna Burska i współautorki w monografii o kreatywności językowej w reklamie pokazują to na haśle IKEA, w którym pojawia się słowo „warszawa”: raz jako nazwa miasta, raz jako nazwa samochodu (Burska i in., 2016, s. 31). Jedno słowo niesie dwa tory znaczeniowe naraz. Podobnie działa reklama sieci Orange z zestawieniem „Natka – natka”, gdzie imię spotyka się z pospolitą nacią pietruszki.

Autorki wprost nazywają funkcje tego zabiegu: zaskoczenie i komizm wynikający z nagłego odwrócenia spodziewanego sensu (Burska i in., 2016, s. 31). I zaraz stawiają warunek, który copywriterzy nagminnie lekceważą. Żeby homonim zadziałał, musi mieć czytelną dla odbiorcy motywację, czyli informować o produkcie, wskazywać jego własność albo budować dowcip powiązany z marką (tamże). Gra słów oderwana od tego, co sprzedajesz, jest tylko popisem. Zabawi, lecz nie przyklei się do oferty, a wtedy odbiorca zapamięta żart i zapomni, czyj był.

Nawiązanie: pożyczony kontekst

Drugi silny chwyt polega na odwołaniu do czegoś, co odbiorca już ma w głowie. Burska i współautorki opisują intertekstualność, czyli wejście reklamy w dialog z innym tekstem. W reklamie radiowej Mitsubishi wykorzystano zużyte zdanie z serwisów pogodowych „Zima znów zaskoczyła kierowców”, po czym obrócono je w stronę cen: „Nikt nie spodziewał się takich opadów cen w salonach Mitsubishi” (Burska i in., 2016, s. 122). Znana fraza działa jak rozbieg, a nieoczekiwany zwrot zatrzymuje uwagę. Jeszcze wyraźniej widać to w haśle promującym projekt Academio, gdzie kojarzone z Coca-Colą „Coraz bliżej święta” zamieniono na „Coraz bliżej sesja” (tamże). Odbiorca słyszy znajomą melodię i potyka się o podmienione słowo, przez co zapamiętuje przekaz lepiej.

Blisko tego stoi gra ze związkiem frazeologicznym, polegająca na celowym przekształceniu utartego powiedzenia. Te same autorki pokazują hasło Toyoty „Historia nie lubi się powtarzać”, będące zaprzeczeniem frazeologizmu „historia lubi się powtarzać” (Burska i in., 2016, s. 58). Mechanikę samego hasła, które ma się skleić z logo na lata, rozbierałem osobno w tekście o sloganach i hasłach reklamowych; tutaj ważne jest, że przekształcony frazeologizm łączy komfort rozpoznania z zaskoczeniem zmiany. Odbiorca czuje się swojsko, a jednocześnie czujnie, bo coś nie gra z pamięcią.

Powtórzenie, rytm i tryb rozkazujący

Nie każdy chwyt gra znaczeniem. Część pracuje czystym brzmieniem i składnią. Powtórzenie początku kolejnych członów, czyli anafora, nadaje zdaniu rytm wiersza i ułatwia zapamiętanie, dlatego hasła budowane na schemacie „Twój dom. Twoje zasady. Twój wybór” brzmią mocniej niż ten sam sens upchnięty w jedno płaskie zdanie. Paralelizm składniowy, czyli powtórzony szkielet gramatyczny, działa podobnie, bo mózg lubi przewidywalną strukturę i szybciej ją przetwarza.

Osobno warto docenić tryb rozkazujący. „Just do it” nie opisuje butów ani sportu, tylko wydaje polecenie, przez co wciąga odbiorcę w działanie zamiast opowiadać mu o produkcie. Czasownik w rozkaźniku skraca dystans i wprowadza energię, której brakuje opisom. Ta sama zasada rządzi dobrym nagłówkiem, który ma zatrzymać wzrok na jedno uderzenie; rozpisałem ją w artykule o pisaniu nagłówków, które przyciągają uwagę. Figura rytmiczna i rozkaz to najprostsze narzędzia w całym zestawie, bo nie wymagają błyskotliwego pomysłu, tylko świadomej kontroli nad długością zdania i doborem czasownika.

Siła jednego słowa

Czasem o skuteczności decyduje nie cała figura, lecz pojedynczy wyraz. Agnieszka Olejniczak w analizie psychologicznych aspektów reklamy zwraca uwagę na słowo „spróbuj”, które wielu piszącym wydaje się zachęcające, a w istocie programuje porażkę. „Spróbuj to zrobić” otwiera furtkę do niepowodzenia, bo zakłada samą próbę, nie wynik, podczas gdy „Zrób to” kieruje wprost do działania (Olejniczak, 2012, s. 213). Druga pułapka to spójnik „ale”, który kasuje wszystko, co padło przed nim. Po zdaniu „Jesteś inteligentnym człowiekiem, ale…” odbiorca zapamięta tylko to, co nastąpi po „ale”. W tekście sprzedażowym działa to okrutnie, kiedy wymieniasz zaletę produktu, a potem sam ją unieważniasz tym jednym słowem.

To przypomnienie, że figura retoryczna zaczyna się na poziomie słowa, nie dopiero zdania. Zanim sięgniesz po efektowny rym czy grę frazeologizmem, sprawdź, czy nie sabotujesz się drobnym wyrazem. Dobór słów to zresztą rdzeń przekładania cech produktu na język odbiorcy, co rozwijam w tekście o języku korzyści w copywritingu. Reguły wpływu, na których te chwyty pasożytują, zebrałem natomiast w artykule o psychologii perswazji.

Ściągawka chwytów

Poniższa tabela zbiera omówione figury razem z warunkiem, pod którym każda z nich działa, a nie tylko błyszczy.

ChwytNa czym polegaWarunek skuteczności
Rym i rytmbrzmieniowa płynność zdanianie podpierać nim słabego argumentu
Homonimia, gra słówjedno słowo, dwa znaczeniadrugie znaczenie musi dotyczyć produktu
Intertekstualnośćodwołanie do znanego tekstuodbiorca musi rozpoznać oryginał
Przekształcony frazeologizmzmiana utartego powiedzeniazmiana ma wnosić sens, nie tylko żart
Anafora, paralelizmpowtórzony początek lub szkieletkrótkie człony, inaczej rytm się rozmywa
Tryb rozkazującypolecenie zamiast opisuczasownik powiązany z realnym działaniem

Kiedy chwyt obraca się przeciw tobie

Figura retoryczna bywa bronią, która strzela w stronę nadawcy. Burska i współautorki poświęcają osobny rozdział zjawisku, które nazywają anty-decorum, czyli naruszeniu stosowności. Opisują między innymi reklamę gładzi szpachlowej z hasłem „Gładź, gładź, gładź” na tle nagiej postaci, zablokowaną przez działania antyreklamowe, i slogan odzieżowy „69 sposobów na zachowanie dziewictwa”, szybko zdjęty po protestach (Burska i in., 2016, s. 170). Wspólny mianownik tych wpadek jest prosty: chwyt językowy zadziałał, przyciągnął uwagę, lecz skojarzenie przykleiło się do marki tak, że zaszkodziło jej wizerunkowi. Zaskoczenie bez kontroli nad tym, co ewokuje, to ryzyko, nie sukces.

Drugi częsty błąd to gra słów bez związku z ofertą, o której pisałem przy homonimii. Trzeci to przytłoczenie jednego tekstu wszystkimi chwytami naraz. Kiedy rym spotyka grę słów, nawiązanie i anaforę w jednym zdaniu, odbiorca słyszy popis językowy, a nie komunikat o produkcie. Jedna mocna figura na przekaz zwykle robi więcej niż cztery stłoczone. Warto też pamiętać za Tokarzem, że liczy się nie tylko siła pierwszego wrażenia, lecz trwałość efektu, na którą wpływa między innymi liczba i jakość użytych argumentów (Tokarz, 2003, s. 17). Błyskotliwy chwyt otwiera drzwi, ale jeśli za nimi nie ma treści, odbiorca wyjdzie równie szybko, jak wszedł.

AI a gra słów w 2026 roku

Generatywne modele językowe weszły do pracy nad reklamą na dobre. Z zestawień branżowych wynika, że w 2026 roku do tworzenia treści sięga po nie zdecydowana większość marketerów, a narzędzia pokroju Jaspera czy Copy.ai wypluwają dziesiątki wariantów hasła w kilkanaście sekund. Problem w tym, że ilość nie równa się świeżości. Testy tych narzędzi pokazują powracającą słabość: zamiast realnie odmiennych pomysłów model podaje drobne przeróbki jednego, a spora część zespołów i tak ręcznie poprawia wygenerowany tekst przed publikacją. To bolączka akurat dla figur retorycznych, bo dobra gra słów czy celne nawiązanie wymagają skojarzenia zakorzenionego w konkretnym języku i kontekście kulturowym, a nie uśrednienia wzorca z treningu.

Wniosek dla copywritera jest praktyczny. Model świetnie nadaje się do masowego generowania surowca wokół zadanego chwytu, na przykład trzydziestu wariantów homonimu łączącego nazwę marki z korzyścią. Decyzja, który wariant naprawdę trzyma związek z produktem i nie zgrzyta wizerunkowo, wciąż należy do człowieka. Granicę między tym, co algorytm robi dobrze, a tym, co wymaga ludzkiego wyczucia, rozbieram szerzej w tekście o tym, czy AI zastąpi copywritera.

Na koniec

Figury retoryczne nie są literacką dekoracją doklejoną do sprzedaży. To zestaw narzędzi, które decydują, czy ten sam komunikat wejdzie do głowy płytko i na chwilę, czy głęboko i na lata. Rym podnosi wrażenie prawdziwości, gra słów wymusza drugie spojrzenie, nawiązanie pożycza gotowy kontekst, a rytm i rozkaz nadają zdaniu energię. Każdy z tych chwytów działa jednak wyłącznie pod warunkiem, że służy produktowi, a nie popisowi piszącego. Nauka tych mechanizmów nie wymaga wrodzonej iskry, tylko umiejętności rozłożenia cudzego hasła na części i sprawdzenia, który trybik je napędza. To akurat da się przećwiczyć na każdym zleceniu.